Żeby nie było, że mam zbyt
Piątek, 23 maja 2008
· Komentarze(1)
Żeby nie było, że mam zbyt ładne statystyki jak na mnie. Wyjazd zaproponowany przez MArcina. Początkowo jeden ze sprawniejszych rowerów stał się niezdolnym do jazdy. Śmigaliśmy pokoszarowymi terenami, ruinami, lotniskiem, a nawet przez wysokie chyba na półtorej metra chaszcze. Rozpadało się. To, na czym jechał Marcin. Poszły hamulce, zaczął się wykręcać jeden z pedałów, aż w końcu odpadła... kierownica. Marcin był na tyle odważny, żeby jechać na tym do domu. A potem zaczęło lać. Wrażenia: niezapomniane.

